Z zaciekawieniem obserwowałem sobie reakcje na niedawną wypowiedź Gromosława Czempińskiego, w której przyznaje się on, do tego, że był inicjatorem powstania Platformy Obywatelskiej i stwierdzam, że tak właściwie poważniejszych reakcji i komentarzy na ten temat zabrakło. Coś tam powiedział Macierewicz, coś tam zanegował Płażyński, zdementował Graś, potwierdził Olechowski i na tym koniec. Nie zauważyłem poważniejszych analiz, czy też licznych, publicystycznych komentarzy w gazetach. Wszystko wskazuje na to, że nic wielkiego się nie stało.
A niby można było się spodziewać, że taka informacja rozpęta prawdziwą medialną burzę, ziemia się zatrzęsie i odezwie się zgodny chór potępienia. W żadnym demokratycznym państwie – to, że za kulisami powstania jednej z najważniejszych partii politycznych w państwie, stać mogą służby specjalne nie jest czymś normalnym. Zachodnie media pewnie od razu zaczęłyby załamywać ręce, krzyczeć o skandalu, o psuciu demokracji, ale nie w Polsce. W Polsce, taka informacja nie wydaje się być czymś specjalnie rewelacyjnym.
Z czego to wynika? Może przyzwyczailiśmy się już do tego, że ludzie służb wchodzą w świat biznesu i polityki? No dobrze, może i nawet nie ma w tym już nic dziwnego, ale czy nie ma też nic dziwnego w tym, że otwarcie przyznają się oni do tego, że pełnią na polskiej scenie politycznej funkcje kreacyjne? Dla mnie jednak jest to dziwne, a jeszcze dziwniejsze wydaje mi się zachowanie polskich mediów, które coś tam brzdąkną, ale zachowują się tak, jakby za wszelką cenę chciały odwrócić od tematu wzrok. Coś tu śmierdzi?
Czytelnicy i widzowie to idioci
Niby trwa obecnie sezon ogórkowy i media powinny się rzucać na takiego newsa i z braku innych, eksploatować go do bólu. Okazuje się jednak, że ta informacja to dla nich żaden news, a o skandalu nawet nie wspomnę. Malutka wrzawa, która wybuchła szybko zgasła, jeżeli o jakiejkolwiek wrzawie można tu w ogóle mówić. Media wolą eksploatować stare, wyblakłe już tematy, niż pochylać się nad czymś co mogłoby zaszkodzić jednej z najważniejszych partii na polskiej scenie politycznej. Jest przecież tyle niegroźnych tematów, z których można zrobić sensację…
Przecież o wiele bardziej istotna może być pozycja Jolanty Kwaśniewskiej w rankingu prezydenckim i jej ewentualny start w wyborach. Temat wyczerpany? Było w ubiegłym tygodniu? Było już w ogóle? Eeee tam. Czytelnikom i widzom można wciskać to samo do kompletnego znudzenia. Są oni na tyle tępi, że nachalne promowanie Jolanty Kwaśniewskiej pozostanie przez nich niezauważone, a sama Jolanta będzie z czasem, coraz lepiej odbierana. I mało kto zastanowi się też, co by było gdy zamiast Jolanty Kwaśniewskiej, w podobnym do ogłoszonego niedawno sondażu umieścić postać Marka Kondrata lub inną nie związaną z polityką, a za to cieszącą się sporą popularnością osobę. Kwaśniewską i tak widzą w telewizji na tyle często, że nie połapią się, że wciska im się po tygodniu, drugi raz prawie to samo. Przy okazji może i rządząca partia podziękuje za tę medialną wrzutkę i weźmie też pod uwagę, że przychylność mediów wcale nie musi trwać wiecznie?
Widzowie i czytelnicy wcale nie są tępi? Nie kupią drugi raz tego samego? Brednie. Skoro inni dziennikarze dają się naciągnąć na lipne tematy, to i dlaczego nie miałby tego zrobić zwykły, przeciętny czytelnik? Przywoływanie tych samych tematów i serwowanie ich po raz kolejny, nie jest wcale czymś nowym. Nie tak dawno, pojawiła się informacja o odpowiedzialności Jaruzelskiego za zestrzelenie przez Czechów polskiego samolotu i udało się wywołać kolejną medialną nawałnicę. Wszyscy łyknęli tę informację i nikt nie zwrócił jakoś uwagi na fakt, że polskie media zrobiły sobie super-newsa z informacji, którą podały do publicznej wiadomości już kilka miesięcy temu. Czy można się jeszcze więc dziwić, że i prezydenckie szanse Kwaśniewskiej mogą być przez nie komentowane do bólu? Wszystko przejdzie… No, prawie.
Czempiński inicjował powstanie PO? To wiadomo od lat
Z deklaracją Czempińskiego problem polega jednak na tym, że wcale nie powiedział on czegoś nowego. Informacja mówiąca o tym, że miał on jakiś udział w powstaniu Platformy Obywatelskiej krążyła od lat. Sam, dowiedziałem się o tym już kilka lat temu i początkowo traktowałem ją jako jedną z licznych spiskowych teorii. Co dziwne, gdy kilkakrotnie testowałem ją sobie wśród znajomych związanych z PO, za każdym razem okazywało się, że nagabywane przeze mnie o to osoby, nawet młodszy ode mnie kolega, członek platformianej młodzieżówki – już to kiedyś słyszały. Wszystko wskazywało na to, że jest to fakt o którym prawie wszyscy wiedzą, każdy coś słyszał, ale nikt za bardzo nie traktował go poważnie i nie mówił o tym głośno. Mam uwierzyć, że żaden dziennikarz o tym nigdy nie słyszał? Żarty. Może i można to usprawiedliwić tym, że traktowano tę informację jako zwykłą plotę, ale zapomniano, że w każdej plotce może być trochę prawdy. Nikt nie pokusił się o to, by spróbować ją potwierdzić lub zdementować. Za to, gdy plotka okazała się prawdziwa, zapanowała konsternacja. To prawda? Jednak? Rany? I co teraz? Dlaczego teraz?
I tu, przedstawiciele medialnego światka, podchodzący do sprawy z dystansem, mogą mieć trochę racji. Zastanawiające jest, dlaczego Czempiński dopiero teraz postanowił potwierdzić tę plotkę. Co nim kieruje i co chce przez to osiągnąć? To, że odpowiednio zadbał, by ta informacja ujrzała światło dzienne wiadomo doskonale. Nie odkryję Ameryki, jeżeli stwierdzę, że jeżeli dana osoba chce by coś zostało zauważone przez opinię publiczną, to między innymi – często powtarza w mediach tę samą informację, po wielokroć. W ten sposób postępuje niejeden polityk. Nie raz można było zauważyć jakiegoś posła czy inną osobę związaną z polityką, która do znudzenia powtarzała to samo podczas swych wizyt w różnych stacjach telewizyjnych, czy w wywiadach dla prasy. Robili to też za kulisami. Czempiński swój plan wykonał i udało mu się.
Niewypał zdetonowany
Podobno w świecie służb i polityki nic nie dzieje się przypadkowo. Wypowiedź Czempińskiego przypadkowa nie była. Potwierdził krążąca od lat plotkę w konkretnym celu i najprawdopodobniej poprzez swe działanie chciał osiągnąć dwa cele. Pierwszy zrealizował w 100 procentach – od teraz może się jawić wielu osobom, jako potężna i wpływowa osobistość mająca niebagatelny wpływ na scenę polityczną w Polsce. Akcje Czempińskiego poszły do góry i nic już nie pomoże dementowanie jego wynurzeń przez osoby związane dziś, czy w przeszłości z PO. Drugim celem, którym według Stanisława Janeckiego – miało być pogrożenie palcem Platformie i próbą ostrzeżenia, że te same osoby, które jej kiedyś pomagały, mogą zacząć grać dla przeciwnego obozu, też został zrealizowany. Ale czy na pewno taki był cel Czempińskiego? Bardziej byłbym skłonny przychylić się do teorii, że chodziło raczej o wcześniejsze zdetonowanie tej bomby (inspiracja Czempińskiego/służb przy tworzeniu PO), która ogłoszona krótko przed wyborami prezydenckimi, mogłaby jednak narobić sporo problemów i Olechowskiemu i Tuskowi. Jeżeli ktoś pokusiłby się na wystrzelenie tej rakiety w Tuska i Olechowskiego na krótko przed wyborami, mogłoby zabraknąć czasu na odpowiednią reakcję, a smród, który by wtedy się pojawił nie byłby wcale łatwy do usunięcia.
Czempiński z pewnością zdawał sobie sprawę z tego, że trochę ryzykuje. Jednak biorąc pod uwagę przychylność niektórych mediów dla Platformy Obywatelskiej, wiedział też, że żadna krzywda ani jej ani Olechowskim w tym momencie się nie stanie. Niektóre media nie są zbytnio zainteresowanie nagłaśnianiem pogrążających Platformę informacji i ciągle nie w smak im powrót do władzy PiS, które przy takim megaskandalu zyskałoby najwięcej. W ubiegła sobotę, Stanisław Janecki w radiowej Trójce podał dwie informacje. Jedna mówiła o problemie z alkoholem, który miałaby mieć Jolanta Fedak, a druga dotyczyła tego, że ludzie z dawnego UOP prowadzili w okresie powstawania PO wobec niej działania osłonowe, które miały przykryć różne informacje mogące kompromitować jej polityków. Która informacja zrobiła w mediach furorę? Ta, którą większości polaków mimo wszystko łatwiej wybaczyć – ewentualny alkoholizm Fedak. PO i służby? No nie…
Ale nie do końca
Dziś sprawy Czempińskiego i PO już „nie ma”. Temat w błyskawicznym tempie zniknął nawet z mediów, które oskarżane są o sprzyjanie PiS. Pojawił się na moment i przed najbliższymi wyborami, jeżeli ktoś będzie się starał o jego przypomnienie, to środki masowego przekazu raczej nie podejmą tego tematu. To już było. Można powiedzieć, że Czempiński powinien być zadowolony – umiejętnie zdetonował bombę, która mogła poważnie zaszkodzić jego politycznym przyjaciołom.
Chociaż niekoniecznie. Gromosław Czempiński, najprawdopodobniej mógł nie wziąć pod uwagę jednego faktu – podczas kampanii wyborczej może zdarzyć się wiele. Jeżeli walka będzie ostra i na przykład – Prawo i Sprawiedliwość, będzie dysponowało pamiętliwymi specjalistami od PR, to ten temat może jednak jeszcze wypłynąć w jednej z pisowskich reklamówek wyborczych. Ku swemu zdumieniu, Czempiński może wtedy zobaczyć spot ze swoimi słowami oraz odpowiednim komentarzem lektora: „Lech Kaczyński nie zakładał PiS w współpracy ze służbami. Za nim nikt ze służb nie stoi”, czy też inny, porównujący w ten sposób Kaczyńskiego i innego kandydata na prezydenta.