“Z amatora bloger staje się kimś, na kim można zarabiać” – napisał dziś w swoim blogu Galopujący Major. Czy aby na pewno? Czy aby na pewno dopiero teraz następuje ten dzień, kiedy działalność blogerów przynosi komuś jakieś dochody?
Nie oszukujmy się. Już od dawna blogerzy są cennym urozmaiceniem na wielu portalach i gdyby ich działalność nie była nic warta, to na ich blogach nie zobaczylibyśmy ani jednej reklamy, z której to zazwyczaj (trzeba jednak wziąć pod uwagę istnienie Syndykatu na Bloxie Agory, gdzie blogerzy maja możliwość czerpania części zysku z reklam) nie mają oni materialnych korzyści.
Kiedyś jednak nadejdzie taki dzień, kiedy to blogerzy będą chcieli zarabiać na swych blogach i kiedy zrozumieją oni, że wykonują jakąś pracę i będą chcieli upomnieć się o swoje. Niejeden taki internetowy komentator, który poważnie podchodzi do swego pisania, naprawdę namęczy się, by napisać coś dobrego i ciągle guzik z tego ma (w zależności od podejścia), a niektórych może to naprawdę boleć.
Blogerzy piszą z różnych powodów – bo lubią, bo muszą, bo chcą by ktoś ich zauważył itd. Niektórzy liczą też na ofertę pracy, co się podobno nawet czasami zdarza, sądząc po plotkach dotyczących Kataryny (odrzucone oferty pisania do gazet) oraz po Igorze Janke, który stwierdził kiedyś w jednej ze swych wypowiedzi, że poprzez jego bloga na Onecie ktoś zaproponował mu pracę, ale zmuszony był ją odrzucić, a także po ostatniej zapowiedzi Pawła Paliwody – o udostępnieniu łamów Gazety Polskiej niektórym blogerom.
Najgorzej, gdy ktoś pisząc bloga odkryje, ze to jest właśnie To. Gdy stwierdzi, że To chce w życiu robić – tylko i wyłącznie. A tu masz babo placek, płacić jakoś nikt nie chce, a z czegoś żyć trzeba. Samopoczucie pogarsza się jeszcze bardziej, gdy taki bloger widzi, że komuś nabija kasę. Salonu24 to raczej nie dotyczy, bo nie wierzę by państwo Janke zbijali kokosy na reklamie (błąd), ale na Onecie i niektórych innych portalach, to chyba te ciągle zmieniające się na blogach banery coś znaczą…
Wydaje mi się, że jeszcze za wcześnie na to, by lada moment nadszedł dzień, w którym media zaczną płacić blogerom, ale wiem, że ten dzień nadejdzie. O dobrych autorów wcale nie jest tak łatwo i portale internetowe są już tego świadome. Już jakiś czas temu zaczęła się o nich rywalizacja, a przykładem jest choćby marketingowa działalność serwisów dziennikarstwa obywatelskiego.
Interia’360, zapowiedziała przy swym starcie, że będzie płacić najlepszym (najprawdopodobniej był to zwykły wabik), a iThink zasypywał blogerów spamem (mniemam, że nie tylko mnie), w którym namawiał do publikowania w nim swoich prac. Z tego co pamiętam, to podobne informacje pojawiały się także, gdy „rodził się” Salon24, ale owe honoraria miał dotyczyć raczej „czerwonych” blogerów – czyli profesjonalnych dziennikarzy. Wszystko to świadczy o tym, że media internetowe już wiedzą o ciągle rosnącej sile oddziaływania blogerów i zaczynają doceniać ich potencjał.
Coraz częstsze pojawianie się blogerów w tradycyjnych mediach może świadczyć o ich rosnącej profesjonalizacji oraz o tym, że powoli kończą się czasy, gdy na internetowych platformach publikowali jedynie grafomani. Do blogosfery weszła już czołówka tradycyjnego dziennikarstwa, ale zdarza się, że zwykli blogerzy prowadzą popularniejsze blogi od nich. Wcale się nie dziwię, gdy niektórzy z nich czują się obrażeni się na to, że nazywa się ich amatorami. To przecież oni byli w Internecie pierwsi i mają większe doświadczenie w blogowaniu od tradycyjnych dziennikarzy. Trzeba przyznać, że niektórzy z nich, szybko opanowali warsztat blogera i kontaktu z czytelnikami, ale początkowo to oni właśnie byli w blogosferze amatorami.
Powyższy text jest poprawioną i rozszerzoną wersją mojego komentarza opublikowanego w sierpniu na blogu Adama@Tezeusza, pod którego postem wywiązała się dyskusja dotycząca blogosfery.























