Archiwum dla marzec, 2008

Kto przeprosi internautów?

Od ogłoszenia przez Jacka Kurskiego z afery z sondażem na stronie internetowej Platformy Obywatelskiej minęło już trochę czasu i z niewiadomych przyczyn nikt nie kwapi się zbytnio do przeproszenia internautów za zaistniałą sytuacją. Nie mam wątpliwości, że konkretne wyjaśnienie i przeprosiny po prostu im się najzwyczajniej w świecie należą.

Na stronie głównej witryny PO, przez jakiś czas “wisiała” jedynie informacja o zaprzestaniu publikacji sondażu, ale szybko wyparta została przez inne ważne dla polityków Platformy Obywatelskiej ogłoszenia. Wiarygodnych wyjaśnień i przeprosin wciąż brak.

Tak naprawdę, to Kurski jedynie upublicznił to, co było już w internecie wiadomo i nie ulega wątpliwości, że chciał w ten sposób odegrać się za nagłośnienie wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego dotyczącej internautów oraz pokazać, że nie tylko przywódca PiS potrafi ich skutecznie obrażać.

Interesujące jest podejście mediów do zamieszania z sondażem, albowiem większość z nich ogłosiła, że są to rewelacje Kurskiego i że to Jacek Kurski oskarża Platformę o manipulację. Nie wiedzieć czemu, nie pofatygowano się, aby sprawdzić, czy faktycznie manipulacja miała miejsce. Wkoło przytaczano jedynie wypowiedź Kurskiego, nie biorąc pod uwagę innych negatywnych głosów dotyczących dziwnych zmian na stronie PO, które można było w sieci odnaleźć bez trudu.

Media łatwo przyjęły do wiadomości bagatelizujące całą sprawę wypowiedzi polityków Platformy. Niektórzy z nich, dziwili się nawet, że PiS z takich powodów organizuje konferencję prasową, zapominając o tym, jak wspaniale „grano” jeszcze niedawno internautami, gdy uderzyć trzeba było w Jarosława Kaczyńskiego i PiS. Co ciekawe tak celne nagłośnienie obraźliwej wypowiedzi Kaczyńskiego nastąpiło niedługo po tym, jak Prawo i Sprawiedliwość postanowiło rozpocząć swą kampanię propagandową wśród użytkowników internetu. „Dobre siły” wciąż czuwają nad PO i starają się by ich konkurent zbytnio się nie wzmocnił?

Dziwne jest jednak, że politycy Platformy naprawdę zdają się nie dostrzegać, że swymi poczynaniami obrażają internautów. Bo czym niby jest bagatelizowanie całej afery i udawanie, że nic się nie stało? Czym jest branie internautów za idiotów i otwarte mówienie, że „ta strona tak naprawdę nie ma znaczenia”, co nie omieszkał nam uświadomić przedwczoraj, w rozmowie z Mariuszem Ziomeckim w Superstacji – Stefan Niesiołowski?

Skoro takie jest podejście polityków PO do internetu, to w takim razie chyba nie pozostaje internautom nic innego, jak wystąpić ze zborowym wnioskiem o to, by Platforma Obywatelska zlikwidowała swoją stronę. Po co ona, skoro nie ma “żadnego znaczenia”? Czy nie będzie lepiej dla PO, jeżeli ją zlikwiduje? Uniknie ona wtedy kolejnych kompromitujących sytuacji, gdy przez nikogo nie zmuszana – będzie mówić o internautach z pobłażaniem oraz lekceważeniem i nie będą oni obrażani. Zwłaszcza, gdy postanowili poświęcić swój czas i zapoznać się z zawartością strony Platformy Obywatelskiej dokładniej, zabrać głos na Forum, czy zagłosować w sondażu.

Polowanie na szpiegów

Zatkało mnie gdy zobaczyłem tytuł artykułu w dzisiejszej „Gazecie Wyborczej” – „Nasze nowe służby ujawniają się w internecie”. Bo jak tu nie ulec zdumieniu, gdy „GW” ujawnia negatywne poczynania naszych szpiegów za rządów Platformy Obywatelskiej? Obiecywano nam kompetentne i sprawne służby i jak dotąd powszechne było atakowanie ich za kadencji PiS i okresu kiedy kierował nimi Antoni Macierewicz. Człowiek myślał sobie, że w końcu przyszli fachowcy, a tu nagle, masz babo placek – okazuje się, że Platforma wcale nie radzi sobie lepiej, z zabezpieczeniem kontrwywiadowczym naszego kraju i żołnierzy przebywających na misjach.

Na szczęście (o ile można w tym przypadku mówić o jakimś szczęściu), gdy zapoznałem się bliżej z artykułem, to okazało się, że „Gazeta” wprowadza czytelników w błąd. To nie oficerowie naszych służb postanowili ogłosić wszem i wobec gdzie pracują i przebywają, a jakimś cudem odkryli to dziennikarze „GW”. Nie piszą niestety jak im się to udało i na jakiej podstawie zidentyfikowali żołnierzy, którzy zamieścili swe zdjęcia w Naszej Klasie jako oficerów SKW. Przyznają za to, że żaden z nich nie podpisał się nigdzie jako pracownik służb.

W całej Polsce rozgorzał wielki szum i podniesiono larum – agenci sami się dekonspirują. Gromy posypały się na Antoniego Macierewicza i niby jego ludzi, a tymczasem ciągle tak naprawdę nie wiadomo było kim są owi żołnierze i wcale sami się nie zdekonspirowali. Bo niby na jakiej podstawie mięliśmy wierzyć, że to faktycznie nasi agenci? „GW” nie podała żadnego wiarygodnego źródła, a na Nasze Klasie żołnierzy jest sporo. Może wyszli z założenia, że każdy kto służy w Afganistanie, jest oficerem SKW?

Na portalu gazeta.pl odkryłem jednak, z jeszcze większym zdumieniem, że rzecznik Ministerstwa Obrony Narodowej – poinformował, iż “szef MON Bogdan Klich wydał polecenie wszczęcia natychmiastowego postępowania dyscyplinarnego wobec oficerów SKW, których zdjęcia znalazły się na portalu Nasza Klasa”. I o co tu chodzi? Co ma myśleć przeciętny obywatel, gdy najpierw „Gazeta”, a następnie minister resortu Obrony dekonspirują naszych szpiegów? Dlaczego kierownictwo MON tak łatwo przyznało, że tak – to nasi ludzie? Postanowiono pochwalić się szybką reakcją? Błąd. Tylko niezbyt rozgarnięci osobnicy mogą bowiem zapomnieć o tym, że to nie Antoni Macierewicz kieruje obecnie SKW, a zupełnie kto inny i nie z nadania PiS, a z namaszczenia partii rządzącej, którą jest dziś Platforma Obywatelska. Za owych nierozgarniętych oficerów SKW jest dziś odpowiedzialny minister, który tak szybko potwierdził ich funkcję i tak bardzo śpieszy się do tego by ich ukarać – Bogdan Klich.

Niejasne jest dla mnie postępowanie „Gazety”, ale coś mi się wydaje, że polując na szpiegów wdała się w jakąś dziwną rozgrywkę i nie chodzi tu jedynie o zwykły atak na portal Nasza Klasa, który ma być niby konkurencją dla podobnego serwisu społecznościowego Agory. Nie znam celu publikacji artykułu „Nasze nowe służby ujawniają się w internecie”, ale pewien jestem jednego – tytuł tej publikacji powinien brzmieć – „Ujawniamy naszych agentów” i mam nadzieję, że „GW” nie rozpoczęła właśnie wielkiego polowania na szpiegów oraz, że kolejne dni nie przyniosą nam następnych rewelacyjnych zdjęć oficerów z różnych agencji, którzy kiedyś dali się gdzieś sfotografować.

Czarny koń?

Jarosław Kaczyński, już w lutym krytykował Kazimierza Ujazdowskiego za tworzenie stowarzyszenia Dolny Śląsk XXI, oraz zakładanie podobnych ugrupowań w całej Polsce, jako organizacji mających być konkurencją dla Prawa i Sprawiedliwości. Wszystko wskazuje na to, że jednak obawy Kaczyńskiego nie były bezzasadne. Ugrupowanie to faktycznie może stać się sporym zagrożeniem, ale nie tylko dla PiS. Zagrożona może być także Platforma Obywatelska.

Dotychczas, większość publicystów i komentatorów życia politycznego w Polsce mówiąc o najbliższych wyborach prezydenckich, wspominała głównie o Lechu Kaczyńskim i Donaldzie Tusku. Często pojawiło się także nazwisko Radosława Sikorskiego, który podobno także ma ambicje prezydenckie i to on też, wymieniany był jako największe wewnętrzne zagrożenie dla ewentualnej prezydentury Tuska. Poważnym problemem Sikorskiego, jest jednak brak zaplecza politycznego, a PO będzie w stanie wziąć jego kandydaturę pod uwagę jedynie w przypadku kompletnego wyeksploatowania się Tuska premierowaniem, co zauważył już Aleksander Kwaśniewski, w wywiadzie udzielonym „Krytyce Politycznej”.

Nie jest wcale powiedziane, że taka sytuacja nie nastąpi. Jak na razie, cieszy się on jeszcze sporą przychylnością mediów i korzysta ciągle z kredytu zaufania, ale wcześniej czy później może się to skończyć. Gdy znudzone względnym spokojem media rozpoczną poszukiwania głośnych tematów, mogą zacząć zbytnio drążyć i wtedy niewykluczone, że pojawią się pierwsze poważne ataki i spadki sondaży. Jeżeli Donald Tusk asekuracyjnie nie uprzedzi przyszłych problemów swoją rezygnacją i by zająć się przygotowaniami do kampanii prezydenckiej, nie przekaże steru rządzenia Sikorskiemu lub innej osobie, to mimo, że Lech Kaczyński nie jest obecnie dla niego poważnym zagrożeniem, może się liczyć z postawieniem swej ewentualnej prezydentury pod znakiem zapytania.

Oprócz Aleksandra Kwaśniewskiego, chyba nikt nie brał pod uwagę faktu, że na scenie może pojawić się jeszcze jeden poważny gracz i nie chodzi tu o ewentualne kandydowanie Jarosława Kaczyńskiego, w przypadku gdy jego brat z jakichś powodów zrezygnuje, a o prezydenta Wrocławia – Rafała Dutkiewicza. Kwaśniewski, we wspomnianym już wywiadzie, twierdzi, że to on właśnie będzie następnym prezydentem Polski. Nie zdziwię się wcale, gdy każdy kto czyta te słowa popuka się w głowę. Co on bredzi? Przecież podobnie jak Sikorski, Dutkiewicz nie dysponuje żadnym zapleczem politycznym. Ostatnie doniesienia prasowe, przeczą jednak owej opinii.

W tym tygodniu „Gazeta Wyborcza” poinformowała, o wstąpieniu Dutkiewicza do ugrupowania Ujazdowskiego. Przeczytać możemy także o zaniepokojeniu Platformy Obywatelskiej jego decyzją. „GW” przytacza też opinię Kwaśniewskiego na temat Dutkiewicza. Ten ostatni jednak uspokaja i twierdzi, że jego akces do stowarzyszenia Śląsk XXI oraz udział w tworzeniu razem z Ujazdowskim, Rafałem Matyją oraz Rokitą portalu Polska XXI, którego otwarcie ma nastąpić na początku kwietnia, nie ma charakteru politycznego. Przywoływany w „Gazecie” Adam Lipiński twierdzi, że w tym wypadku, ugrupowanie Michała Ujazdowskiego może zaszkodzić bardziej Platformie niż PiS. Zapomniał chyba o niedawnych wypowiedziach Jarosława Kaczyńskiego krytykujących powstające stowarzyszenie.

W przypadku wyborów prezydenckich ugrupowanie to, może jednak bardzo „namieszać” na scenie politycznej i zarówno działacze Platformy Obywatelskiej, jak i Prawa i Sprawiedliwości z pewnością są tego coraz bardziej świadomi. Jeżeli Michał Kazimierz Ujazdowski naprawdę myśli o stworzeniu na jego bazie nowej partii politycznej, to po prostu zmuszone ono być może do wystawienie swego kandydata, który z pewnością jeżeli nawet nie wygra, to zdobędzie spore poparcie. Trudno dziś powiedzieć, kto nim tak naprawdę będzie. Może nim być zarówno Michał Ujazdowski, Dutkiewicz jak i polityk, który jest potężnym atutem dla tego środowiska, a na którego nikt jakoś nie zwraca ostatnio szczególnej uwagi – Jan Marią Rokita.

Wydaje mi się, że paradoksalnie to on właśnie, a nie Dutkiewicz może stać się „czarnym koniem” najbliższych wyborów prezydenckich i to Rokita ma szanse na stanie się naturalnym przywódca nowej partii, jeżeli ona powstanie. Polityk ten tylko pozornie wycofał się z polityki i nadal angażuje się w polityczne przedsięwzięcia, takie jak choćby Polska XXI wieku, czy też ogłoszona już w portalu Ankieta Konstytucyjna, dotycząca ewentualnej, pożądanej zmiany ustrojowej.

Jeszcze niedawno, mogliśmy przeczytać w „Rzeczpospolitej”, w artykule Małgorzaty Subotic poświęconym jego żonie Nelly, jak żartobliwie odpowiada na zadawane pytania dotyczące jego przyszłości: „Jan Rokita pytany, czy pomaga żonie, odpowiada – Tak, właśnie zrobiłem jej polędwicę cielęcą z truflami. Na święta wielkanocne jedziemy razem z Kasią i Nelly do Jerozolimy. Sporo teraz czytam na ten temat. A co będzie robił po powrocie? – Jadę na dwa miesiące do Toskanii, zawsze chciałem zobaczyć ją na wiosnę”. Co ciekawe nic nie wspomina o pracy nad współtworzonym przez siebie portalem, ani o tym, że może i nie uczestniczy w działalności politycznej jako poseł, ale jednak zdarza mu się zabierać głos w różnych dyskusjach. Do wyborów zostało jeszcze sporo czasu i nie zdziwię się wcale jeżeli w tym przedwyborczym okresie usłyszymy o nim niekoniecznie jako o publicyście, a polityku.

W obronie praw “kryminalistów”

Kryminaliści? Tak nazwał Tybetańczyków rzecznik chińskiego MSZ, w reakcji na apel Benedykta XVI z 19 marca, o zaprzestanie przemocy oraz dialog i tolerancję w Tybecie. Według niego – nie ma tolerancji dla “kryminalistów”, poinformował dziś portal Wiara.pl. Krąg osób mówiących w coraz bardziej otwarty sposób o konieczności reakcji na łamanie praw owych “kryminalistów”, jednak ciągle rośnie. Nawet, na wysokich stanowiskach państwowych.

Dzisiejsze media poinformowały, że bojkot otwarcia Igrzysk Olimpijskich popiera także Marszałek Senatu – Bogan Borusewicz i jest skłonny namawiać do takiego postępowania. Tymczasem, od jednego z byłych działaczy Ruchu “Wolność i Pokój” dotarła do mnie też inna ważna informacja z prośbą, aby przekazać ją dalej, co niniejszym czynię.

21 marca (piątek) o godz. 16-ej, przed konsulatem Chin w Gdańsku-Wrzeszczu odbędzie się demonstracja solidarności z Tybetańczykami. Pokojowa, legalna, nie związana z żadną opcją polityczną.

Organizatorzy proszą o udział, zawiadamianie, kogo się da, przyniesienie gwizdków, transparentów…

Podaj dalej!

Polityka uległości?

Z pewnym niedowierzaniem czytałem dzisiejszy post Łukasza Warzechy, w którym zwraca on uwagę na mocarstwową pozycję Chin oraz twierdzi, że „polski premier i prezydent nie powinni robić niczego, co mogłoby poważnie nasze stosunki z Chinami nadszarpnąć i np. utrudnić życie polskim przedsiębiorcom, robiącym tam interesy”.

Nie mam pretensji ten pragmatyzm, bowiem faktycznie zbyt gwałtowne reakcje polskich władz mogą spowodować różne problemy w pracy naszych biznesmenów, ale nie bardzo rozumiem dlaczego Polska ma kierować się polityką uległości? Mamy prawo, a nawet obowiązek, by zwracać uwagę na nieprawidłowości w otaczającym nas świecie. Nie możemy przyjąć postawy strachliwego szczeniaka, który ucieka z podkulonym ogonem, gdy jakiś starszy i większy pies masakruje jego kolegę. Trzeba reagować. Nawet jeżeli jesteśmy słabi, to warto zabierać głos i szukać sojuszników, którzy mają podobne zdanie do naszego. Nie możemy dopuścić do sytuacji, w której Polska będzie państwem, które nie reaguje na przypadki łamania praw człowieka i popiera rożnej maści dyktatury. Taka opinia z pewnością nie wzmocni naszej pozycji na arenie międzynarodowej.

Łukasz Warzecha ma rację, że Chiny wyrosły na jednego z najważniejszych „graczy” w świecie geopolityki. Niektórzy analitycy twierdzą nawet, że za jakiś czas na scenie pozostaną trzy liczące się potęgi – Chiny, Stany Zjednoczone i Unia Europejska. Owa silna pozycja Chin, spowodowana jest w znacznym stopniu odejściem od komunizmu i wkroczeniem na drogę reform. Przeobrażenia gospodarcze, a co za tym też idzie – także polityczne i społeczne nie nastąpiły z dnia na dzień, a trwają już od końca lat siedemdziesiątych i rozwój ten będzie cały czas następował. W artykule „Procesy reform zmieniają Chiny” (1), Karin Tomala zwraca uwagę na fakt, że chińscy decydenci od lat celowo hamują procesy reform, w strachu przed utratą kontroli nad nimi, która mogłaby działać destabilizująco na kraj i doprowadzić do zatrzymania wzrostu gospodarczego, a nawet wojny domowej.

Co ciekawe owy strach przed wojną domową często pojawia się w opiniach różnych politologów i publicystów. Według Guya Sormana (2), Chiny wkroczyły na drogę przeobrażeń z powodu kompletnego wyczerpania ówczesnego systemu i według niego wątpliwe jest by naród wytrzymał zbyt długo bez buntu, pod jarzmem dyktatury, która nie potrafi zapewnić mu wyżywienia. Zauważyć należy, że rozwój gospodarki i polepszanie się statusu mieszkańców nie przebiega równomiernie, dzieląc kraj na ten rozwijający się i ubogi, co także doprowadzić może wcześniej, czy później do wybuchu zaniedbanych regionów, a co za tym idzie destabilizacji kraju i pozbawienia Chiny mocarstwowej pozycji. W jednym z wywiadów Sorman podaje informację, iż partia przyznaje, że dochodziło już do rewolt niezadowolonej ludności i tylko w 2004 roku, miało być takich wystąpień 15 tysięcy, co według niego oznacza, że w rzeczywistości mogło być ich nawet 50 tys. (3).

W tym momencie nie można wcale mówić o tym, że sytuacja w Tybecie nie ma żadnego znaczenia pod względem polityki międzynarodowej, albowiem może być ona ową iskrą, która podpali Chiny. Może dlatego właśnie chińscy przywódcy tak zaciekle walczą obecnie z mieszkańcami Tybetu? Tu nie chodzi jedynie o wizerunek tego państwa, przed Igrzyskami Olimpijskimi w Tybecie, a o utrzymanie stabilności i niedopuszczenie do osłabienia choćby na moment wrażenia potęgi ChRL.

Ambicje mocarstwowe tego państwa ciągle rosną i najprawdopodobniej nic tego nie zmieni. Według Edwarda Haliżaka (4), najważniejszym determinantem polityki zagranicznej i powodem rozpoczęcia przeobrażeń, jest „sinocentryzm” Chin, czyli przekonanie o wielkiej wyjątkowości i ważnej roli do odegrania przez „państwo środka”. Zasada ta doprowadziła do znacznych przekształceń wewnętrznych, ale ciągle jest za wcześnie na to, by mówić o demokratyzacji Chin i prawa człowieka są tam ciągle nagminnie łamane. Nie widzę żadnego powodu, aby Polska nie zwracała na ten fakt, w odpowiedni sposób uwagi, chyba że akceptuje ona pogląd, że Chiny są wspaniałym i cudownym krajem, który ma do odegrania ważna rolę w dziejach świata i należy wspierać jego mocarstwowe dążenia.

___

(1) Chiny. Przemiany państwa i społeczeństwa w okresie Reform 1978-2000, pod red. K. Tomala, Warszawa 2001.

(2) Guy Sorman, Wyjść z socjalizmu, Warszawa 1991.

(3) Chiny to tygrys z papieru, “Europa”, nr 45/2005.

(4) Edward Haliżak, Stosunki międzynarodowe w regionie Azji i Pacyfiku, Warszawa 1999.

Pekin 2008 – powiedz słowo

O akcji „Pekin 2008 – powiedz słowo”, usłyszałem po raz pierwszy dziś rano, w radiowej „Trójce”. Po włączeniu komputera i wejściu na stronę Salonu24 okazało się, że faktycznie pojawiła się taka inicjatywa. Grupa blogerów i dziennikarzy prosi sportowców, aby w swych wystąpieniach przypominali o łamaniu praw człowieka w Chinach. Podpisałem się na blogu Igora Janke i zainteresowaniem czytałem opinie innych blogerów. Nie wszystkie są przychylne. Budyń78 podpisuje się, ale ma mieszane uczucia widząc pod apelem podpis Sławomira Sierakowskiego, a Free Your Mind twierdzi, że nie należy udawać, że coś się robi. Łukasz Foltyn z kolei uważa, że jest to forma wywierania nacisku na sportowców, a nawet moralny szantaż i pisze, że politykę należy zostawić politykom i jej pasjonatom.

A mnie guzik obchodzi, że pod apelem podpisał się Sierakowski, z którym zazwyczaj się nie zgadzam, czy Paweł Wroński, któremu zdarzało się rozśmieszyć mnie do łez. Liczy się słuszna moim zdaniem idea i mam nadzieję, że podpisując ten apel, chociaż w ten sposób mogę jakoś pomóc. Nie jest to udawanie i próba szantażu, a szczera chęć pomocy. Wiem, że powinniśmy być dziś wszyscy zjednoczeni w proteście, przed chińską ambasadą w Warszawie i nie powinna być to jednodniowa akcja, a z dnia na dzień powinno nas być tam coraz więcej. Niestety, dla niektórych osób dotarcie tam jest z różnych powodów niemożliwe. Także dla mnie. Postanowiłem, że swoją cegiełkę do protestu przeciwko łamaniu praw człowieka w Chinach, dołożę chociaż poprzez podpisanie poniższego apelu.

***

W Tybecie znów się leje krew. Chińskie oddziały rządowe strzelają do ludzi. Znów przypomniano nam o brutalnej i wieloletniej kolonizacji Tybetu przez komunistyczne Chiny.

Zapewne w natłoku tysięcy nowych faktów już za kilka dni świat zapomni o tych ludziach i wydarzeniach. Sprawa wolności Tybetu i łamania praw człowieka w Chinach wróci na półkę spraw godnych i przegranych. Nie pozwólmy na to. Zwłaszcza dziś, na kilka miesięcy przez organizowanymi hucznie przez komunistyczne Chiny Igrzyskami Olimpijskimi.

Idea olimpijska to idea ludzi wolnych, idea pokoju a nie zniewolenia. Byłoby wielką niesprawiedliwością, gdyby ogrom nieszczęścia ofiar komunistycznego reżimu został zasłonięty olimpijskim sztandarem. Dlatego namawiamy ludzi mediów, narodowe komitety olimpijskie, samych sportowców, by nie zapominali o grzechach ich organizatorów. By także tam, w Chinach, biorąc udział w igrzyskach i relacjonując je głośno o tym mówili.

Prosimy sportowców, by podczas każdej konferencji prasowej, każdego wywiadu przed i w trakcie Igrzysk wypowiedzieli choć jedno zdanie na temat łamania praw człowieka w Chinach. Apelujemy do dziennikarzy, internautów, kibiców: naciskajcie na swoich ulubieńców, na sportowców, by mówili o tym. Jedno zdanie, jedno słowo o tym, że w Chinach łamane są prawa człowieka. Na każdej konferencji prasowej.

Publikujcie ten tekst na swoich blogach, w swoich gazetach, stacjach radiowych i telewizyjnych. Albo podpiszcie się pod naszym apelem na tym blogu. Namawiajcie do tego swoich przyjaciół.

Blogerzy Salon24.pl:

Sławomir Sierakowski „Krytyka Polityczna”

Edwin Bendyk „Polityka”

Ernest Skalski

Paweł Wroński „Gazeta Wyborcza”

Wojciech Sadurski

Igor Janke „Rzeczpospolita”

Bogdan Chrabota „Polsat”

Kataryna

Jan Wróbel „Dziennik”

Jan Pospieszalski TVP

Tomasz Sakiewicz „Gazeta Polska”

Michał Orzechowski World Solidarity

Michał Piątek

Ukryty grzech nieprzygotowania…

Gdy w ubiegłym tygodniu przeglądając „Gazetę Wyborczą” natknąłem się na zapowiedź reportażu Romana Daszczyńskiego oraz Pawła Wiejasa, to z niepokojem myślałem o tym – co też mogę przeczytać w poniedziałkowym wydaniu tego dziennika. Informacja zamieszczona w gazecie zapowiadała kolejny, poważny skandal, który miał pogrążyć Kościół. Łudziłem się nadzieją, że redaktorzy „Gazety Wyborczej” wychodzą jedynie z założenia, że reklama jest dźwignią handlu i odpowiednie nagłośnienie tekstu dobrze wpłynie na sprzedaż „Gazety”, a tajemniczy – „Grzech ukryty w Kościele” okaże się szumnie zapowiadanym niewypałem.

Myliłem się w znacznym stopniu, albowiem reportaż okazał się dotyczyć poważnego problemu, jakim są przypadki molestowania dzieci przez księży. Nie będę tu streszczał zawartości publikacji, albowiem została już ona wszystkim dostatecznie przybliżona przez różne media i przypadek księdza Andrzeja ze Szczecina, który dopuszczał się, według niektórych osób molestowania seksualnego swych podopiecznych, zna już cała Polska.

Autorzy reportażu w miarę rzetelnie przedstawiają racje wszystkich stron konfliktu. Znajdziemy w nim relacje wychowanków ks. Andrzeja, hierarchii kościelnej oraz samego pomówionego. Dziennikarze na dobrą sprawę nie stwierdzają jednoznacznie, że przypadki takie faktycznie miały miejsce, a starają się jedynie ukazać pewną tragiczną historię, która naprawdę mogła mieć miejsce. Piszą za to wyraźnie, że smutna prawda ukrywana była przez wiele lat i osoby, które chciały poruszyć problem postępowania danego księdza odsyłane były z kwitkiem. W reportażu dostrzec można chęć zwrócenia uwagi na fakt niewłaściwego postępowania szczecińskich biskupów. Z treści publikacji łatwo można wysnuć wniosek, że panowie ci starali się zatuszować problem i to bardziej oni, a nie ksiądz Andrzej – stają się głównymi oskarżonymi.

Dziennikarze “Gazety Wyborczej” z niewiadomych przyczyn nie wyeksponowali jednak specjalnie informacji, że z powodu doniesień o nieodpowiednim postępowaniu księdza Andrzeja, toczy się przeciwko niemu postępowanie przed kanonicznym sądem biskupim. Budzi to moje zdziwienie, ponieważ uczciwość nakazuje, aby jasno poinformować o takim fakcie czytelników, a świadczy to między innymi o tym, że hierarchia kościelna nie pozostała na niepokojące doniesienia obojętna do końca.

Według mnie, nie zmienia to jednak faktu, że człowiek dopuszczający się przestępstwa, bez względu na to kim jest – powinien stanąć przez świeckim sądem i w wyniku odpowiedniego postępowania, jeżeli faktycznie dopuścił się zarzucanych mu czynów – powinien zostać potraktowany odpowiednimi sankcjami.

Opublikowany w „Dużym Formacie”, dodatku do „Gazety Wyborczej” artykuł, jest kolejną próbą zwrócenia uwagi na poważny problem nieradzenia sobie z własną seksualnością, niektórych kapłanów oraz ku memu wielkiemu zaniepokojeniu – brakiem umiejętności zareagowania na przypadki molestowania dzieci u różnych poinformowanych o tym osób. Z reportażu wynika, że na takie doniesienia nie potrafili odpowiednio zareagować zarówno biskupi, jak i oskarżyciele danego księdza. Nie rozumiem dlaczego nie umieli się oni się zdobyć na poinformowanie o danych faktach prokuratury i nie rozumiem też, dlaczego nie uczynili tego biskupi.

Kościół napotyka na swej drodze wiele problemów. Tak było i będzie. Jednak ciągły strach przed opinią publiczną, że zostaną ujawnione jakieś nieprawidłowości, do niczego nie prowadzi. Spodziewać się można z kolei na sto procent, iż gdy prawda jest tajona, a następnie wyjdzie na jaw – nastąpią silne, oskarżycielskie i często słuszne ataki, które faktycznie uderzają w dobre imię Kościoła i to bynajmniej nie z winy oburzonych osób, a tych, którzy za wszelka cenę chcieli „chronić Kościół”. W przypadkach popełniania przez księży przestępstw, normą powinno być informowanie o tym prokuratury i to ona, jako bezstronny organ powinna wyjaśnić zarzuty. Jeżeli nie zrobiła tego jakaś inna uświadomiona o zajściu osoba, to powinien to uczynić biskup danej diecezji, gdy tylko zostanie o fakcie poinformowany.

To nie dziennikarze osłabiają Kościół informując o niektórych pojawiających się w nim wypaczeniach, które wcale nie są dominującymi tendencjami, bo z pewnością wszyscy wiedzą, że jednak można spotkać uczciwego i porządnego księdza, który dla wielu ludzi może być autorytetem, a owi księża-przestępcy i ci reprezentanci Kościoła, którzy starają się by jakiś problem nie wyszedł na światło dzienne. Nie należy kryć zbrodniarzy, a pamiętać o tym, że gdy ktoś to robi – jest wtedy współodpowiedzialny i współwinny. Wszyscy powinni zrozumieć, że należy skończyć z delikatnością w takich przypadkach i reagować ostro i zdecydowanie.

Wszystko wskazuje na to, że ludziom brak wiedzy dotyczącej sposobów radzenia sobie w tak trudnych przypadkach. Reportaż w „Gazecie Wyborczej” uświadamia nam, że dotyczy to nie tylko kościelnej hierarchii, ale też innych wiernych. Postępowanie osób, które oskarżają o niecne czyny księdza Andrzeja doprowadziło jedynie do tego, że historia ujrzała światło dzienne dopiero po trzynastu latach. Nikt nie nauczył tych ludzi jak reagować na zło, a sami nie mieli tyle siły, by sprostać wyzwaniu. Wynikać to mogło z rożnych przyczyn. Jedną z nich mogło być oskarżenie o szarganie dobrego imienia Kościoła i strach przed wykluczeniem ze środowiska, ale tak być nie powinno. Jeżeli ktoś napotka taki poważny problem na swej drodze, powinien wiedzieć jak zareagować i być wspierany przez innych członków wspólnoty. Możliwe, że się pomyli i oskarżenia może wysunąć niesłusznie, ale wtedy można przyznać się do błędu i prosić o wybaczenie. Z pewnością, niejeden oskarżany człowiek zrozumie, że jego oskarżyciel mógł chcieć dobrze postąpić i wybaczy mu, jeżeli tak było. Wczesne ukazanie prawdziwej, ciemnej strony, niektórych osób może przecież zaoszczędzić w przyszłości cierpień wielu ludzi.

Rekolekcje Tezeusza

Rekolekcje Tezeusza

Tezeusz.pl zaprasza na internetowe Rekolekcje Wielkopostne. Na stronach portalu – od 9 do 23 marca, codziennie będą publikowane rozważania autorów związanych ze środowiskiem Tezeusza. Mam przyjemność w nich uczestniczyć i moje refleksje ukażą się 11 oraz 21 marca. Polecam wszystkim zainteresowanym.


Autor: Michał Piątek null

Strony

Słucham i oglądam

Radio Wnet

 

marzec 2008
P W Ś C P S N
« lut   kwi »
 12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31  

Twitter Updates

  • @asen24 pomija się temat gazet bezpłatnych. 1 week ago
  • @asen24 Właśnie przeczytałem... Jedno mnie też zastanawia. W całej "dyskusji" o kryzysie mediów tradycyjnych i darmowych treściach online... 1 week ago
  • blogosfery, serwisów dziennikarstwa obywatelskiego itp. Nikt nie będzie szukał alternatywnych, darmowych źródeł informacji? Żarty... 1 week ago

Ciekawe strony

Zaglądam na fora

POLECAM

RSS Teologia Polityczna

  • Wystąpił błąd: kanał prawdopodobnie nie działa. Spróbuj ponownie później.
Niepoprawni.pl BM
') //-->
Blogi Polityczne