Z pewnym niedowierzaniem czytałem dzisiejszy post Łukasza Warzechy, w którym zwraca on uwagę na mocarstwową pozycję Chin oraz twierdzi, że „polski premier i prezydent nie powinni robić niczego, co mogłoby poważnie nasze stosunki z Chinami nadszarpnąć i np. utrudnić życie polskim przedsiębiorcom, robiącym tam interesy”.
Nie mam pretensji ten pragmatyzm, bowiem faktycznie zbyt gwałtowne reakcje polskich władz mogą spowodować różne problemy w pracy naszych biznesmenów, ale nie bardzo rozumiem dlaczego Polska ma kierować się polityką uległości? Mamy prawo, a nawet obowiązek, by zwracać uwagę na nieprawidłowości w otaczającym nas świecie. Nie możemy przyjąć postawy strachliwego szczeniaka, który ucieka z podkulonym ogonem, gdy jakiś starszy i większy pies masakruje jego kolegę. Trzeba reagować. Nawet jeżeli jesteśmy słabi, to warto zabierać głos i szukać sojuszników, którzy mają podobne zdanie do naszego. Nie możemy dopuścić do sytuacji, w której Polska będzie państwem, które nie reaguje na przypadki łamania praw człowieka i popiera rożnej maści dyktatury. Taka opinia z pewnością nie wzmocni naszej pozycji na arenie międzynarodowej.
Łukasz Warzecha ma rację, że Chiny wyrosły na jednego z najważniejszych „graczy” w świecie geopolityki. Niektórzy analitycy twierdzą nawet, że za jakiś czas na scenie pozostaną trzy liczące się potęgi – Chiny, Stany Zjednoczone i Unia Europejska. Owa silna pozycja Chin, spowodowana jest w znacznym stopniu odejściem od komunizmu i wkroczeniem na drogę reform. Przeobrażenia gospodarcze, a co za tym też idzie – także polityczne i społeczne nie nastąpiły z dnia na dzień, a trwają już od końca lat siedemdziesiątych i rozwój ten będzie cały czas następował. W artykule „Procesy reform zmieniają Chiny” (1), Karin Tomala zwraca uwagę na fakt, że chińscy decydenci od lat celowo hamują procesy reform, w strachu przed utratą kontroli nad nimi, która mogłaby działać destabilizująco na kraj i doprowadzić do zatrzymania wzrostu gospodarczego, a nawet wojny domowej.
Co ciekawe owy strach przed wojną domową często pojawia się w opiniach różnych politologów i publicystów. Według Guya Sormana (2), Chiny wkroczyły na drogę przeobrażeń z powodu kompletnego wyczerpania ówczesnego systemu i według niego wątpliwe jest by naród wytrzymał zbyt długo bez buntu, pod jarzmem dyktatury, która nie potrafi zapewnić mu wyżywienia. Zauważyć należy, że rozwój gospodarki i polepszanie się statusu mieszkańców nie przebiega równomiernie, dzieląc kraj na ten rozwijający się i ubogi, co także doprowadzić może wcześniej, czy później do wybuchu zaniedbanych regionów, a co za tym idzie destabilizacji kraju i pozbawienia Chiny mocarstwowej pozycji. W jednym z wywiadów Sorman podaje informację, iż partia przyznaje, że dochodziło już do rewolt niezadowolonej ludności i tylko w 2004 roku, miało być takich wystąpień 15 tysięcy, co według niego oznacza, że w rzeczywistości mogło być ich nawet 50 tys. (3).
W tym momencie nie można wcale mówić o tym, że sytuacja w Tybecie nie ma żadnego znaczenia pod względem polityki międzynarodowej, albowiem może być ona ową iskrą, która podpali Chiny. Może dlatego właśnie chińscy przywódcy tak zaciekle walczą obecnie z mieszkańcami Tybetu? Tu nie chodzi jedynie o wizerunek tego państwa, przed Igrzyskami Olimpijskimi w Tybecie, a o utrzymanie stabilności i niedopuszczenie do osłabienia choćby na moment wrażenia potęgi ChRL.
Ambicje mocarstwowe tego państwa ciągle rosną i najprawdopodobniej nic tego nie zmieni. Według Edwarda Haliżaka (4), najważniejszym determinantem polityki zagranicznej i powodem rozpoczęcia przeobrażeń, jest „sinocentryzm” Chin, czyli przekonanie o wielkiej wyjątkowości i ważnej roli do odegrania przez „państwo środka”. Zasada ta doprowadziła do znacznych przekształceń wewnętrznych, ale ciągle jest za wcześnie na to, by mówić o demokratyzacji Chin i prawa człowieka są tam ciągle nagminnie łamane. Nie widzę żadnego powodu, aby Polska nie zwracała na ten fakt, w odpowiedni sposób uwagi, chyba że akceptuje ona pogląd, że Chiny są wspaniałym i cudownym krajem, który ma do odegrania ważna rolę w dziejach świata i należy wspierać jego mocarstwowe dążenia.
___
(1) Chiny. Przemiany państwa i społeczeństwa w okresie Reform 1978-2000, pod red. K. Tomala, Warszawa 2001.
(2) Guy Sorman, Wyjść z socjalizmu, Warszawa 1991.
(3) Chiny to tygrys z papieru, “Europa”, nr 45/2005.
(4) Edward Haliżak, Stosunki międzynarodowe w regionie Azji i Pacyfiku, Warszawa 1999.























