Archiwum dla kwiecień, 2008

InfoTuba – nowa jakość w dziennikarstwie obywatelskim?

Gdy w marcu, media informowały o tym, że tygodnik „Wprost” poszukuje inwestora, Amadeusz Król, wiceprezes i dyrektor generalny zarządu Agencji Reklamowo-Wydawniczej “Wprost”, tłumaczył to posunięcie, potrzebą finansowego wsparcia dla planowanych, internetowych inwestycji. Faktycznie, wydaje się, że firma ta znacznie ożywiła swą działalność w Internecie. Po uruchomieniu biblioteki blogów – Blogbox, w ruszył też serwis dziennikarstwa obywatelskiego – InfoTuba.

Przyznam, że spodziewałem się, że „Wprost” bardziej będzie chciało stworzyć nowoczesną platformę blogową, zbliżoną do Salonu24, niż serwis dziennikarstwa obywatelskiego. Na rynku takich przedsięwzięć panuje już spora konkurencja i wątpliwe jest powodzenie kolejnego, nieprzemyślanego projektu tego typu, a taka właśnie wydaje się być InfoTuba.

Serwis jest kompletnie niedopracowaną inicjatywą i możliwe, że z nieznanych mi powodów, kierujące tym projektem osoby, zostały zmuszone do przedwczesnego startu. Nie widać specjalnie, aby ktoś intensywnie nad InfoTubą pracował, poza może jedną panią, o której wspomnę później. Wydawałoby się, że nie do pomyślenia jest, aby firma, która wyrobiła sobie nie najgorszą markę, tworzyła serwis kiepskiej jakości, który sprawia wrażenie, jakby – pozostawionego na łasce internautów, ale jednak wydaje się, że tak jest. Dochodzi nawet do tego, że bywa iż niby najważniejszy tekst dnia (o ile nie „wisi” przez dwa dni), pozbawiony jest ilustracji, a na dodatek jest przedrukiem z blogu autora, który można też odnaleźć u – było nie było, ale jednak pewnego rodzaju konkurencji „Wprost”. Czy dziennikarstwo obywatelskie według tej firmy ma polegać na powielaniu treści? Możliwe, że tak.

Zapoznając się z InfoTubą odkryłem prawdziwą gwiazdę pracy internetowej – panią Bernadettę Milską. Początkowo wziąłem ją za jakiś fenomen, bowiem opublikować w ciągu krótkiego czasu 56 artykułów wcale nie jest łatwo. Niejeden bloger nie powstydziłby się takiej aktywności, tym bardziej, że owe teksty miały też wartość merytoryczną. Jednak kiedy przyjrzałem się bliżej, to okazało się, że owa pani rozpoczęła publikację swych prac w serwisie, jeszcze przed jego oficjalnym otwarciem – już w lutym.

Osoba ta do tej pory jest najaktywniejszym dziennikarzem obywatelskim InfoTuby i jego prawdziwą podporą. Trudno mi stwierdzić, czy gdzieś poza tą platformą publikowała i może brak mi umiejętności „grzebania” w Internecie, ale i tak byłem zdziwiony, gdy odkryłem, że według wyszukiwarki Google, ta pani poza InfoTubą nie istnieje. Świadczyć to może, że trochę przeceniamy niektóre wyszukiwarki i zbytnio wierzymy w opinie mówiące o tym, iż w Internecie o każdym można już coś znaleźć, ale niekoniecznie. Być może to pseudonim stworzony przez kogoś, na okoliczność publikacji w InfoTubie? W przypadku, gdy jest to jednak zawodowy dziennikarz związany z „Wprost”, to automatycznie nasuwa mi się pytanie – czy takie postępowanie jest etyczne? W jego profilu nie można znaleźć żadnej informacji świadczącej o tym fakcie i osoba ta oceniana jest przez użytkowników serwisu na takich samych prawach jak inni, prawdziwi dziennikarze obywatelscy.

Na blogu Krzysztofa Urbanowicza, w poście poświęconym InfoTubie, odnaleźć możemy informację, mówiącą o tym, że „dziennikarstwo obywatelskie, na które stawia „Wprost” jest rodzajem dziennikarstwa uprawianego przez amatorów w interesie społecznym”. Dowiedzieć się również możemy, że „Wprost” stawia na informacje lokalne i w tym przypadku, nasuwa się kolejne pytanie – czy ideałem dziennikarza obywatelskiego według „Wprost” jest osoba, która pewną część swego czasu poświęca na poszukiwanie i przetwarzanie treści znalezionych w Internecie? Bo i niby jakim cudem – Bernadetta Milska, publikuje w InfoTubie „newsy” dotyczące, nie tylko jednego miasta, czy regionu, ale całego kraju i szybko „przemieszcza się” od jednego, do drugiego regionu? Czy dziennikarzem obywatelskim nie miała być według “Wprost” osoba, która samodzielnie zdobywa informacje „w terenie”? O co tu chodzi, skoro niby InfoTuba, stawia na rzetelne dziennikarstwo, a jej flagowy okręt, niewykluczone – że redaktorka InfoTuby, zajmuje się głównie agregacją tekstów, a na dodatek – nie wydaje się też być zbytnio przyzwyczajona do podawania linków, ani innych źródeł, na których opiera swe teksty. Czy tak ma wyglądać dziennikarstwo obywatelskie według „Wprost”?

Jarmark

Wieść o dymisji Rzecznika Praw Dziecka – Ewy Sowińskiej, przesłoniła w znacznym stopniu wczorajsze relacje medialne z prac komisji śledczej, zajmującej się wyjaśnieniem okoliczności śmierci Barbary Blidy. Tymczasem, już po drugim dniu jej merytorycznych obrad, można stwierdzić, że jej obserwacja może być interesująca.

W zamierzeniu polityków Lewicy i Demokratów oraz Platformy Obywatelskiej, podobnie jak „komisja śledcza do spraw nacisków”, miała być ona pewnego rodzaju sądem nad PiS. Komisja ta jest jednak o wiele ważniejsza od tej pierwszej, bowiem jej obrady mają się toczyć przede wszystkim przy drzwiach otwartych i być obszernie relacjonowane przez media.

Pogrążenie Prawa i Sprawiedliwości miało być tym łatwiejsze, że w składzie komisji, występują oni w mniejszości. Reszcie jej członków, podobnie jak wnioskującemu o powołanie komisji LiD, nie zależy specjalnie na wyjaśnieniu okoliczności śmierci Barbary Blidy, a na próbie jak największego ukazania nieprawidłowości, których Prawo i Sprawiedliwość miało się dopuszczać w okresie swych rządów. Widać to było, choćby we wczorajszym pytaniu posłanki PO – Danuty Pietraszewskiej, która zapytała się zeznającego prokuratora wprost – czy w śledztwach prowadzonych przez katowicką prokuraturę, pojawiali się politycy PiS. Na pytanie to otrzymała potwierdzającą odpowiedź.

Wszystko jednak wskazuje na to, że politycy tych ugrupowań nie wzięli pod uwagę skali objęcia prac prokuratury tajemnica służbową oraz państwową. Już drugi dzień z rzędu, zeznający przed komisją prokuratorzy, zmuszeni byli do tłumaczenia jej, że na niektóre pytania nie są w stanie odpowiedzieć, bowiem obowiązuje ich przymus zachowania tajemnicy. Przez niektóre osoby odbierane jest to jako próba zasłaniania się nią i trudno im zrozumieć, że za ujawnienie wielu informacji, grozić mogą im sankcje karne. Nie zraża to też wcale Ryszarda Kalisza, który robi wszystko, aby jak największa część obrad komisji była jawna.

Właśnie owe sankcje karne, powodowały iż składająca przedwczoraj swoje wyjaśnienia – Małgorzata Kaczmarczyk-Suchan, tak bardzo broniła się przed udzieleniem niektórych informacji. Czy tak bardzo zdumiewa postawa prokuratorów, którzy doskonale znają przypadki postępowań prawnych wobec osób, które takie dane zdradziły? Mnie takie zachowanie specjalnie nie dziwi i muszę przyznać, że jestem nawet pełen podziwu dla zeznających prokuratorów, którzy chcą udzielić jak najpełniejszej odpowiedzi na padające pytania na forum publicznym i zmuszeni są zarazem do maksymalnego wysiłku, aby przypadkiem nie ujawnić poufnych danych, a nie wydaje się to rzeczą prostą. Łatwo się „zagalopować” i powiedzieć o jedno słowo za dużo, a komisja pod przewodnictwem Ryszarda Kalisza, ciągle nie zdołała sformować grupy ekspertów, którzy byliby jej w tej kwestii pomocni i brak jej ekspertów od ochrony informacji niejawnych.

Nie wątpię, że obrady tej komisji mogą być o wiele bardziej interesujące dla przeciętnego obserwatora, od dawnej komisji ds. PKN Orlen, ale medialnych gwiazd na miarę osób, które wyróżniły się podczas słynnej komisji śledczej w sprawie afery Rywina raczej nie będzie. Takie komisje powoli nam już powszednieją i tak bardzo nas nie fascynują, a i aktorzy spektaklu nienajlepiej przygotowują się do swych ról.

Wydaje się, że najbardziej medialny z członków komisji – Ryszard Kalisz jeszcze na dobre nie wszedł w rolę śledczego i zbyt wielką wagę przykłada do szumnych sformułowań, co czasami prowadzi do tego, że zamiast zadać pytanie świadkowi lub ekspertowi, po prostu stawia jakąś swoją wydumaną tezę. Danuta Pietraszewska z kolei sprawia wrażenie upartej i pracowitej oraz chcącej podczas prac tej komisji zaistnieć, ale wydaje się być kompletnie niekompetentna i nikogo nie powinien dziwić fakt, że zadając jakieś pytanie, sama zdradzi jakieś poufne informacje. Tadeusz Sławecki z PSL zachowuje się jakby w pracach komisji uczestniczył z przymusu i jak na razie nie wykazuje specjalnej aktywności, a aktywniejszemu od niego Tomaszowi Tomczykiewiczowi z PO, wiceprzewodniczącemu komisji, zdarza się przytakiwać Kaliszowi.

Ciekawostką jest zachowanie przedstawicieli PiS, którym przypadła rola obrońców swej partii przed zbytnim upokorzeniem. Wydawałoby się, że aktywniejszą osobą z tej dwójki, będzie Wojciech Szarama, adwokat i w przeszłości szef katowickiej delegatury UOP, ale w tym duecie to jednak Beacie Kempie, przypadła rola „pierwszych skrzypiec”. Para ta najwyraźniej podzieliła się rolami. Szarama nie wkłada specjalnego wysiłku w przesłuchiwanie świadków, pozostawiając tę czynność Kempie, ale z kolei pilnie śledzi, analizuje i polemizuje ze znaczną ilością wypowiedzi zadawanych przez Ryszarda Kalisza. Takie postępowanie wydaje się być zgodne ze styczniową zapowiedzią Beaty Kempy, która w jednej ze swych wypowiedzi stwierdziła: „Trzeba być bardzo czujnym: kontrolować wszelkie wypowiedzi Kalisza. Będziemy dyscyplinować przewodniczącego”.

Po dwóch dniach telewizyjnej obserwacji prac komisji, największą niespodzianką jest dla mnie jej najmłodszy członek – Marek Wójcik z Platformy Obywatelskiej. Widać, że starannie przygotowuje się do jej prac i atakuje zeznające osoby prawdziwym potokiem rzeczowych pytań i najprawdopodobniej to on właśnie, będzie najlepszym pod względem merytorycznym, śledczym tej komisji. W swoją rolę wcielił się już na tyle dobrze, że nawet składający wczoraj swe zeznania prokurator Tomasz Balas, przez pomyłkę zwrócił się do niego per – „Panie prokuratorze”, co nie zostało nawet zauważone przez resztę członków komisji, a podobne przejęzyczenia i pomyłki wydają się być przez nich często odnotowywane.

Następne posiedzenie komisji ma się odbyć 29 kwietnia i przesłuchiwani będą wtedy prokuratorzy – Emil Melke oraz Jacek Krawczyk. Członkowie komisji śledczej mają jeszcze tydzień na to, aby lepiej zapoznać się ze sprawą i naprawdę przygotować się do roli śledczych. Jak na razie nie wydają się oni zbyt dobrze czuć w swych rolach i najprawdopodobniej, zamiast merytorycznych przesłuchań czeka nas jedynie obserwacja politycznego jarmarku, na którym wszyscy chcą „kupić” informacje pogrążające lub oczyszczające PiS, zapominając o pozorach i udawaniu, że komisja ta, ma na celu wyjaśnić okoliczności śmierci Barbary Blidy.

Terroryści?

Poniższe zdjęcie otrzymałem pocztą elektroniczną, z prośbą, aby przesłać je dalej i możliwe, że pojawi się jeszcze na różnych blogach, czy stronach w internecie. Zostało przemycone z Tybetu, z Lhasy i przedstawia milicjantów chińskich na zbiórce przed akcją. Wszyscy maja ogolone głowy i mają w rękach szaty mnichów, w które ubiorą się zaraz na akcję, by przeistoczyć się w “tybetańskich terrorystów” wszczynających niepokoje i rozboje. Ile osób wierzyło w historyjki o tybetańskich terrorystach? Pewnie nikt, ale zdjęcie ukazuje, że mogli istnieć na prawdę i to, że nie do końca byli tybetańscy.

DODATEK: Tak jak przypuszczałem zdjęcie jest już znane w sieci i opublikowały je różne portale. Niektórzy mają też zastrzeżenia co do jego autentyczności. Więcej informacji: TU

Przed akcją

Król jest nagi

Z pewnym rozbawieniem obserwuję trwający od dłuższego czasu festiwal Sławomira Sierakowskiego. Już od dawna, często można było natknąć się na łamach prasy, na różne jego publikacje oraz artykuły poświęcone jego osobie i założonej przez niego “Krytyce Politycznej”, ale w ostatnim czasie obecność tego publicysty w mediach znacznie się zwiększyła. Po pozbyciu się przez Olejniczaka Partii Demokratycznej, na co wpływ miał mieć Sierakowski, jawi się on niektórym, jako demiurg mający niebagatelny wpływ na scenę polityczną w Polsce. Tymczasem, jego wpływ na nią, jest taki sam, jak każdego innego, ważniejszego publicysty.

W jednym ze swych postów przywoływałem już słowa Wojciecha Olejniczaka, który w radiowej rozmowie z Michałem Karnowskim, przyznał, że politycy śledzą media i opinie zawarte na łamach prasy i często wyciągają z nich wnioski. Nie jest to żadną rewelacją, bowiem Olejniczak potwierdził wtedy jedynie oczywisty fakt. Może i znaczna część polityków się tym nie chwali, ale często wykorzystują opinie i liczą się ze zdaniem niektórych dziennikarzy, wykładowców uniwersyteckich i publicystów. Czytają ich namiętnie, w poszukiwaniu pomocy i idei, które mogą wykorzystać w swej działalności.

Ujawnienie przez media spotkania Sierakowskiego z Olejniczakiem jest wypadkiem przy pracy, o ile o jakimś wypadku można tu powiedzieć. Wydaje mi się, że taka sama „wpadka” przytrafić się może Jarosławowi Kaczyńskiemu, Kazimierzowi Ujazdowskiemu, czy innym politykom prawicy lub lewicy. Kazimierz Michał Ujazdowski, nadal jest czynnym politykiem, ale jakoś nikt nie robi rewelacji, z jego spotkań z Rafałem Matyją. Nie wierzę też, że politycy Prawa i Sprawiedliwości, nigdy w przeszłości nie próbowali zasięgać opinii np. – Jadwigi Staniszkis. Trzeba przyznać, że aż taką rewelacją nigdy nie były też informacje o tym, że Adam Michnik spotykał się z Aleksandrem Kwaśniewskim i z pewnością jest wielu publicystów, którzy mimo swej apolityczności, w pewien sposób pomagają politykom, po prostu – wyrażając swe opinie. Różnica jest tylko taka, że efekty owych „konsultacji” przeważnie nie wychodzą na światło dzienne i nikt nie robi z tego na siłę sensacji.

Tak jak lewica, także i prawica ma swoich „demiurgów”. Nie obędzie się bez nich żadna partia polityczna i chyba każdy powinien sobie z tego zdawać sprawę. Nie rozumiem więc zbytnio, owego podniecania się przez niektóre media Sławomirem Sierakowskim i jego wpływami, a przypadek ten jest o tyle ciekawszy, że dotyczy polityków i partii politycznych, które prawie nic nie znaczą. Stoją sobie z boku i pokrzykują na rząd i prawicową opozycję, starając się odzyskać dawne znaczenie.

Sławomir Sierakowski, zdążył wyrazić swoją opinię na temat obecności Partii Demokratycznej w LiD na łamach “Dziennika”, jeszcze przed spotkaniem w “Szparce”, ale dopiero po ujawnieniu jego kontaktowania się z Olejniczakiem wybuchła „bomba”. Czy bez upublicznienia tej informacji dziennikarze nie potrafiliby powiązać faktów? Przecież wszystko wskazuje na to, że teksty Sierakowskiego po prostu utwierdziły Olejniczaka w swej decyzji i Sierakowski na owym spotkaniu jedynie domknął wieko trumny. Tym bardziej, że rozstania LiD z PD można się już było od dawna spodziewać. Wystarczyło czytać gazety.

Należy także pamiętać, że środowisko “Krytyki Politycznej” nie jest wcale tak silne i wpływowe jak mogłoby się wydawać, a nawet – gdy się bliżej przyjrzymy, to okazuje się, że ciągle jest w fazie rozwojowej i żyje swymi wyobrażeniami, a Sławomir Sierakowski jest jedynie lewicowym rodzynkiem w działach opinii opiniotwórczych gazet i dlatego wydaje się nam, że tak bardzo się wyróżnia.

Gdyby nie założył, trzeba przyznać, że dobrze redagowanego periodyku i nie został jego redaktorem naczelnym, miałby bardzo duże problemy z opublikowaniem jakiegokolwiek tekstu. Bez powodzenia tego projektu, jego idea – zostania zaangażowanym intelektualistą, pozostałaby jedynie w sferze marzeń. Miał jeszcze inne wyjście – poczekać do czasu gdy ukończy doktorat, ale doskonale musiał sobie zdawać sprawę z tego, że sfrustrowanych doktorów, którzy chcieli zająć się publicystyką, spotkać można multum i nie będzie miał wtedy takiej siły przebicia, jak redaktor może i niszowego, ale czytanego przez dziennikarzy i publicystów periodyku.

Tak jak liczni studenci, by osiągnąć sukces zawodowy i finansowy, rozpoczynają pracę już na studiach, tak samo Sierakowski, by zrealizować swe plany musiał zacząć wcześnie i swój cel osiągnął. Idealnie wykorzystał też niszę na publicystycznym rynku, zajmując pozycję jednego z nielicznych publicystów, potrafiących ciekawie i konkretnie pisać o lewicy, a tych wśród młodszego pokolenia trudno szukać. Publikacja w nieskończoność tekstów działaczy SLD, czy innych lewicowych polityków, wcześniej czy później zawsze znudzi czytelnika, o ile w ogóle będą oni w stanie stworzyć jakieś ciekawe analizy. Potrzeba wiarygodnej osoby o lewicowych przekonaniach była silna, a i tekstów Ryszarda Bugaja nie można było serwować czytelnikom zbyt często.

W sobotnio-niedzielnym wydaniu “Dziennika”, w swym artykule - będącym częścią debaty na temat polskiej prawicy, która toczyła się ostatnio na łamach tej gazety, Piotr Zaremba przytacza słowa jednego ze współpracowników Sierakowskiego – „za kilka lat młodzież będą wychowywać ci, którzy dziś są wychowankami “Krytyki Politycznej””. Według Piotra Zaremby słowa te „brzmią wiarygodnie, gdy zna się atmosferę panującą na wielu polskich uczelniach”, ale coś mi się wydaje, że jest to zbytnie uproszczenie. Owszem, środowisko uniwersyteckie charakteryzowane było w przeszłości, zazwyczaj jako nastawione bardzo liberalnie, ale te czasy w znacznej mierze odeszły już do przeszłości. Dziś jest ono różnorodne i podzielone w poglądach na wiele spraw. Tak uogólniając, wykluczamy z owego środowiska, było nie było, ale jednak dosyć znaczną, wcale nie antyklerykalną grupę. Wystarczy spojrzeć na „reprezentację uniwersytecką” w obecnym parlamencie, aby zrozumieć, że coś tu nie tak.

Wydaje się, że podobnie jak przytoczona przez Piotra Zarembę osoba z środowiska „Krytyki Politycznej”, powiedzieć może ktoś związany z “Nowym Państwem”, “Christianitas”, czy “Frondą”, której ostatni numer cieszył się taką popularnością, że wydawcy zdecydowali się na dodruk tego periodyku. Mimo, że środowisko „Krytyki Politycznej” stara się od dłuższego czasu przekonać nas, że polskie społeczeństwo wcale nie jest tak konserwatywne, to jednak z pewnością można powiedzieć, że nie jest też lewicowe, a i w przekonaniach politycznych – przeważa jednak poparcie dla ugrupowań prawicowych. Na dodatek, prawicowa oferta, choćby i intelektualna, jest o wiele bogatsza. Wydaje się, że na lewicy, poza “Krytyką Polityczną” nie ma nic. Na prawicy mamy o wiele więcej. Oprócz wymienionych już przeze mnie periodyków, można dodać jeszcze: “Arcana”, “Gazetę Polską”, “Najwyższy Czas”, czy “Opcję na prawo” i często się zdarza, że redaktorzy owych pism, są tak samo obecni w innych mediach jak Sławomir Sierakowski. Michał Szułdrzyński, Grzegorz Górny i Andrzej Nowak, też są znani czytelnikom “Dziennika”, czy “Rzeczpospolitej”. Także w Internecie „rządzi” prawica. W platformie blogerskiej Salon24 dominują blogi prawicowych blogerów, sporą aktywnością cieszy się strona Prawicy.net, a na Forum Frondy można zauważyć ruch, o jakim “Krytyka Polityczna” może na swej stronie internetowej jedynie pomarzyć.

Lewica ciągle chce walczyć o „rząd dusz”, ale wojnę już dawno przegrała. Stacza jedynie, kolejne mało istotne potyczki, które często potwierdzają jej słabość i to, że po latach jej zdegenerowanych rządów, prawicy udało się zepchnąć ją do niszy, z której najprawdopodobniej nigdy się już nie wydostanie, bez względu na to jak bardzo, będzie się o to starał Sławomir Sierakowski.

O blogosferze

Kilka lat temu, Bronisław Wildstein często protestował przeciwko określaniu niektórych dziennikarzy i publicystów mianem prawicowych. Czynił to na spotkaniach autorskich – podczas promocji swej książki „Mistrz”, w wypowiedziach telewizyjnych oraz na łamach Rzeczpospolitej. Uważał, że nazewnictwo to, wprowadzone przez środowisko „Gazety Wyborczej” i inne liberalne media, ma na celu zepchnięcie osób, które różnią się od nich poglądami, do prawicowego getta i próbuje im się odebrać prawo do bycia po prostu publicystą, czy dziennikarzem. W ich wykonaniu określenie prawicowy, brzmiało jak epitet i oznaczało zazwyczaj nieobiektywnego pismaka, który wspiera różne formacje umieszczone po prawej stronie sceny politycznej.

Część dziennikarzy do dzisiaj nie przepada za takim klasyfikowaniem, pamiętając, że media powinny być rzetelne i wiarygodne. Zamiast promować jakąś opcję polityczną, mają obiektywnie patrzeć władzy na ręce oraz informować społeczeństwo o tym, co się dzieje w otaczającym je świecie. W chwili, gdy jakieś medium postrzegane jest jako tuba propagandowa jakiejś partii, zazwyczaj automatycznie traci wiarygodność w oczach swych czytelników.

Co ciekawe zasada ta zdaje się nie dotyczyć blogosfery i coś mi mówi, że to jest właśnie największa różnica dzieląca ją od świata tradycyjnych mediów. Wydaje się być ona bardzo upolityczniona i łatwo odnaleźć blogerów określających się mianem prawicowych, czy lewicowych. Sami się dobrowolnie szufladkują, a jeżeli nawet ktoś uczyni to za nich, to specjalnie nie protestują. Prawie nikomu to nie przeszkadza. Roi się od politycznych blogów, gdzie autorzy zamiast obiektywnie analizować to, co się wokół nich dzieje, zajmują się tłumaczeniem świata na prawicowy lub lewicowy język. Nierzadko występują jako tuby propagandowe partii, które darzą wprost przeogromną miłością. Internet stał się miejscem starcia politycznych wpływów i od dawna widać to bardzo wyraźnie. I nie chodzi mi tu jedynie o wyrastające jak chwasty po deszczu blogi polityków, bo te wydają mi się często wielkim nieporozumieniem, ale o całokształt politycznej blogosfery.

Świat politycznych blogów rządzi się swoimi prawami i mało istotne są spostrzeżenia niektórych telewizyjnych dziennikarzy, mówiące o tym, że blogosfera zaczyna przejmować standardy tradycyjnego dziennikarstwa. Jeżeli nawet, coraz częściej publikujący w niej uznani publicyści, cywilizują ją w pewien sposób, to jednak i tak dominuje ciągle i będzie dominować jeszcze długo, o ile nie zawsze – chęć traktowanie jej jako pola walki między różnymi, politycznymi siłami. Owo prawie całkowite upolitycznienie blogosfery wydaje się chyba (nie mam pewności) dostrzegać nawet Paweł Paliwoda, który zapowiedział publikację tekstów niektórych autorów Salonu24 w „Gazecie Polskiej”. Jak wyczytałem w jego komentarzu, na blogu u Eumenesa – mniej więcej co dwa tygodnie, będą publikowane opinie dwóch osób – jedna ma być z lewicy, a druga z prawicy. Apolitycznych blogerów brak.

Koniec bajki?

Co między innymi, oznacza dla Platformy Obywatelskiej uchwalenie zgody na ratyfikację Traktatu Lizbońskiego? Oznacza, że lada dzień nastąpić może koniec pięknej bajki o mądrym władcy i media mogą się wkrótce zacząć dokładniej przyglądać poczynaniom rządu i polityków PO.

Do tej pory większość środków masowego przekazu była bardziej przychylna Platformie Obywatelskiej niż PiS. Dysproporcje w sposobie relacjonowania poczynań obu tych ugrupowań są łatwo zauważalne. Niektórzy dziennikarze, tłumaczyli to tym, że od Prawa i Sprawiedliwości po prostu więcej oczekiwano. Ta partia wystąpiła z projektem gruntownej reformy państwa i obiecywała nowy styl rządzenia. Zapomniano, że PO także wiele obiecała wyborcom i chyba już dawno media powinny zwrócić baczniejszą uwagę na to, co ona robi. Nie widzę powodu, dla którego miałaby się cieszyć nie kończącym się kredytem zaufania. Niedługo wyborcy będą chcieli rozliczyć ją z obietnic i dowiedzieć się – gdzie ta Irlandia?

Przy okazji relacjonowania batalii o Traktat z Lizbony, zrobiono wiele, aby jak najbardziej pogrążyć PiS, które zresztą samo było sobie winne, pchając się niepotrzebnie w antytraktatową retorykę. Jeżeli Jarosław Kaczyński początkowo chciał zawalczyć w ten sposób o elektorat związany z Radiem Maryja, to powinien wiedzieć, że jest to jedynie mała grupa, która i owszem – może PiS pomóc przetrwać, ale na pewno nie wygrać walkę z Platformą. Ten elektorat też jest ważny, ale nastawiając się głownie na niego – Kaczyński mógł sprowadzić PiS do roli politycznego planktonu. Obecnie ma on jeszcze szansę na poprawę notowań swego ugrupowania, jeżeli tylko postawi je w roli wiarygodnego i sprawiedliwego recenzenta rządu oraz cierpliwie będzie czekać na kolejne potknięcia ekipy Donalda Tuska.

Nie tak dawno pisałem, że wcześniej czy później media znudzą się względnym spokojem i zaczną szukać atrakcyjnych materiałów i wtedy zakłócony może zostać spokój Platformy. Po uchwaleniu przez Sejm zgody na ratyfikację traktatu z Lizbony, specjaliści od PR Platformy Obywatelskiej, wydają się być już świadomi, że to był jeden z ostatnich tematów, którymi można było zająć media i wykorzystać w walce z PiS.

Stąd właśnie bierze się między innymi dzisiejsza informacja, o wzmocnieniu sztabu specjalistów zajmujących się kreowaniem wizerunku rządu Donalda Tuska. Jak czytamy w “Dzienniku”: „Nowe osoby od public relations (PR) stworzą grupę do zadań specjalnych. Będą odpowiadać za planowanie oprawy medialnej takich superwydarzeń jak 12 miesięcy pracy rządu czy Euro 2012. Ale także reagowanie na sytuacje kryzysowe i batalie polityczne”, a tych z pewnością Platforma nie uniknie.

Dziwi mnie zdziwienie opozycji, która boczy się na wzmocnienie rządowych speców od public relations przez nowe osoby. Panowie Dziedziczak, czy Napieralski, którzy komentowali ten fakt dla „Dziennika”, powinni zrozumieć, że żyją w XXI wieku, gdzie z dnia na dzień ciągle rośnie siła mediów i rola umiejętnego kreowania swych zachowań. Platforma to zrozumiała i pilnie przygotowuje się do obrony przed atakami, które mogą nastąpić w przyszłości. Jeżeli nie zrozumieją tego także politycy opozycji, to na długo pozostać mogą tam gdzie są obecnie, lub skazać swe ugrupowania na los PD i pozbawić jakiegokolwiek znaczenia.

Zaskoczona kompania

Czas szybko upływa i ciągle zachodzą różne zmiany w naszej rzeczywistości. Zmieniają się opinie i poglądy polityków na różne tematy i przemianie ulega także sytuacja polityczna. Jeszcze nie tak dawno politycy SLD i PD nie szczędzili sobie komplementów i starali jak najlepiej usprawiedliwić przed swym elektoratem zawarte przez siebie porozumienie.

Jan Lityński w jednym ze swych artykułów pisał nawet, że decyzja o zawarciu przez PD koalicji z lewica nie była dla nich łatwa, ale jak stwierdził: „z całą pewnością mogę powiedzieć, że nasi partnerzy myślą kategoriami dobra wspólnego, oceniają krytycznie politykę swej formacji w latach minionych, wiedzą co to jest kompromis”. Pewnie do głowy mu by wtedy nie przyszło, że partnerzy Partii Demokratycznej w imię owego dobra wspólnego pozbędą się jej tak szybko z koalicji. Jednak należy zwrócić uwagę na to, że ich posuniecie było całkowicie do przewidzenia. Lewica i Demokraci od początku swego istnienia, byli jedynie sojuszem wyborczym, a nie próbą budowy jednolitego ugrupowania, na co zwracał uwagę już w grudniu ubiegłego roku – Ryszard Bugaj (Dziennik, 27 grudzień 2007).

To co uczynił w ostatnich dniach Sojusz Lewicy Demokratycznej jest zwykłym pozbyciem się zbędnego balastu, który w żaden sposób nie przyczyniał się do wzmacniania LiD, a wprost przeciwnie – spowodować mógł zahamowanie przekształcenia koalicji w nową, lewicowa formację, a nie centrolewicową, jak chciałoby PD, która sama nie raz przypominała, że jest partią liberalną. Różnice programowe między tym ugrupowaniem, a resztą członków koalicji były zbyt wielkie, aby mogli oni dojść do porozumienia. LiD był sojuszem wyborczym i obecność w nim demokratów mogła być w jakiś sposób użyteczna, ale po wyborach, gdy potwierdziła ona tylko swoją kiepską kondycję, nie mogło być w nim dla niej już miejsca. Nigdy nie byłaby ona w stanie przeforsować swej koncepcji budowy nowego, centrolewicowego ugrupowania, nawet, jeżeli by w ogóle do tego próbowała dążyć. PD jest na to zbyt słabym graczem i w koalicji pełniła jedynie funkcję ozdobnego listka, który z czasem przestał zdobić, a zaczynał razić lewicowy elektorat, na który największą uwagę zwracał Sojusz, SdPl i Unia Pracy.

Marek Borowski i inni przedstawiciele Socjaldemokracji, miotają teraz ostrymi słowami pod adresem Wojciecha Olejniczaka i uważają, że niesprawiedliwie i nieuczciwie zachowano się wobec Partii Demokratycznej, ale z całą pewnością świadomi byli oni, że pozbycie się PD z koalicji musi wcześniej, czy później nastąpić. Udają teraz zaskoczenie i starają się trochę ugrać na pozbyciu się PD przez SLD, udając jedynych uczciwych, ale nie wychodzi im to zbyt wiarygodnie, a na dodatek nie zwracają uwagi, że ich przesadne zdziwienie jedynie ich ośmiesza.

W jednym z niedawnych wywiadów radiowych, Wojciech Olejniczak przyznał się do uważnej lektury prasy i stwierdził, że ona i to co piszą publicyści i dziennikarze, także ma wpływ na podejmowane przez polityków decyzje. Czy Marek Borowski i reszta „zaskoczonej” kompanii w przeciwieństwie do Olejniczaka, nie śledzą mediów? Już na początku stycznia głośno było w nich, o ewentualnym pozbyciu się PD z Lewicy i Demokratów, zwłaszcza po tym gdy o takim zamiarze Wojciech Olejniczak prawie otwarcie mówił w wypowiedzi dla „Gazety Wyborczej”. Zdążył na takie pogłoski zareagować nawet Bronisław Geremek, który myśląc, że to jedynie publicystyczna debata na temat przyszłości LiD, pouczał w mentorskim stylu swych lewicowych kolegów z koalicji, w artykule ogłoszonym na łamach „GW” – „Czy LiD ma przyszłość?”.

Politycy SdPl już na pierwsze sygnały o nowych planach powinni odpowiednio reagować, wyjaśniać i dowiadywać się w czym rzecz i nie wątpię wcale, że tak nie było, a także jestem przekonany, że w erze Internetu i telefonów komórkowych mało kto wierzy tak naprawdę w ich zaskoczenie. SdPl po prostu umyło ręce i nieunikniony zabieg usunięcia niepotrzebnego koalicjanta pozostawiło SLD.

Dzisiejsi samozwańczy obrońcy, nie wykazywali jakość w przeszłości specjalnej troski o Partię Demokratyczną, gdy często razem z SLD pomijali ją przy podejmowaniu rożnych decyzji i występowali razem z nim w imieniu LiD bez jej wiedzy, na co zwracał uwagę w przytaczanym już przeze mnie artykule – Bronisław Geremek. SdPl powinno uczciwie przyznać, że nie jest możliwa budowa jednolitej, lewicowej formacji razem z Demokratami.pl i nie było innego wyboru. Co prawda, styl w jakim pożegnano się z tym ugrupowaniem pozostawia trochę do życzenia, ale Socjaldemokracja nie pozostaje bez winy, więc niech przestanie udawać niewinnych i podnosić rwetes, bo to i tak do niczego już nie doprowadzi. Pora zrozumieć, że Partia Demokratyczna to jedynie zombie, którego czas się już kończy. Nie jest dla nikogo zagrożeniem, ale potrafi spowolnić i utrudnić potrzebne lewicy przeobrażenia, a czas jest dla niej bardzo cenny.


Autor: Michał Piątek null

Strony

Słucham i oglądam

Radio Wnet

 

kwiecień 2008
P W Ś C P S N
« mar   maj »
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
282930  

Twitter Updates

  • @asen24 pomija się temat gazet bezpłatnych. 1 week ago
  • @asen24 Właśnie przeczytałem... Jedno mnie też zastanawia. W całej "dyskusji" o kryzysie mediów tradycyjnych i darmowych treściach online... 1 week ago
  • blogosfery, serwisów dziennikarstwa obywatelskiego itp. Nikt nie będzie szukał alternatywnych, darmowych źródeł informacji? Żarty... 1 week ago

Ciekawe strony

Zaglądam na fora

POLECAM

RSS Teologia Polityczna

  • Wystąpił błąd: kanał prawdopodobnie nie działa. Spróbuj ponownie później.
Niepoprawni.pl BM
') //-->
Blogi Polityczne