Nie. Wcale nie mam zamiaru pisać na temat uroczej córki obecnego premiera. Nie mam nawet zamiaru pisać o Donaldzie Tusku. Możliwe, że mało osób zdaje sobie z tego sprawę, ale w Sejmie pracuje także inny poseł o tym nazwisku, wybrany przez wyborców okręgu opolskiego – Łukasz Tusk. Niby młody i przystojny, ale jakoś media go nie rozpieszczają i ciężko go w nich wypatrzeć. On sam najwidoczniej, w przeciwieństwie do swego klubowego kolegi Chlebowskiego, też nie przepada za „pudrowaniem noska” oraz rzucaniem się do kamer, więc nie jest zbyt dobrze znany szerszemu gronu Polaków.
Przypomniałem sobie o tym panu przypadkiem. Porządkując stertę starych gazet natrafiłem na numer Newsweeka, z października 2007 roku. Na okładce twarz Mariusza Kamińskiego i duży napis “Tajna broń PiS”. Postanowiłem odświeżyć newsweekowe dywagacje, na temat tego, jak to Kamiński ma rozwalić rząd Tuska, a gdy skończyłem, przeglądałem tygodnik dalej i tak właśnie dotarłem do tekstu poświęconego Łukaszowi Tuskowi.
Na dobrą sprawę to Tusk dostał się do Sejmu niechcący. Początkowo usiłował on badać, czy nie są w jakiś sposób z Tuskiem Starszym spokrewnieni, a następnie zainteresowany programem Platformy, który miał stawiać na młodych, postanowił zapisać się do tej partii. Tak nikomu nie znany człowiek z Woskowic Małych koło Namysłowa wszedł w świat polityki. Tusk Młodszy niby nie miał zamiaru robienia kariery politycznej, ale po swej klęsce w wyborach samorządowych postanowił jednak wystartować w wyborach parlamentarnych 2007 roku. I nagle się udało. Dostał się z 22 miejsca na liście wyborczej, bez programu oraz czasochłonnej i kosztownej kampanii.
Jak pisze w opublikowanym w Newsweeku artykule Jerzy Danielewicz – „Łukasz wie, że większość głosów dostał za nazwisko” oraz jest jak najbardziej świadomy, że „posłowanie to ciężka i odpowiedzialna praca”. Wiedziony ciekawością postanowiłem sprawdzić, czy faktycznie podjął się owej ciężkiej pracy i czego takiego dokonał. Okazało się jednak, że zbytnią aktywnością się nie wykazał. Ze stron internetowych Sejmu możemy się dowiedzieć, że na swoim koncie ma raptem jedno wystąpienie na jego posiedzeniach, pięć interpelacji i cztery zapytania oraz przynależność do dwóch komisji i jednej podkomisji. I tyle. No dobrze – prawie tyle. Udało mu się bowiem dokonać rzeczy zdumiewającej – „zatrudnić dziecko”.
Na mocy ustawy o wykonywaniu mandatu posła i senatora, nasi parlamentarzyści maja obowiązek przedstawić Marszałkowi Sejmu albo Marszałkowi Senatu dane dotyczące swych pracowników oraz współpracowników. Art. 23 ust. 4a precyzuje nawet jakie dane ma on podać. Są to: imię (imiona) i nazwisko; data urodzenia; miejsce zatrudnienia w trzyletnim okresie poprzedzającym dzień, w którym osoba została pracownikiem biura albo społecznym współpracownikiem; źródła dochodów w trzyletnim okresie poprzedzającym dzień, w którym osoba została pracownikiem biura albo społecznym współpracownikiem; informację o wykonywanej działalności gospodarczej w trzyletnim okresie poprzedzającym dzień, w którym osoba została pracownikiem biura albo społecznym współpracownikiem. Dane te mają być jawne oraz upublicznione w formie elektronicznej.
Przyznaję, że do informacji podanych przez Łukasza Tuska sięgnąłem z rozpędu. No tak – mało robi, a kto mu pomaga? Może ma małą ilość ludzi do pomocy i w przeciwieństwie do innych polityków, nie otacza się zastępem społecznych asystentów? Sprawdziłem i musiałem ze zdumienia przecierać oczy. Okazuje się, że i owszem – Tusk podał informacje dotyczące swych pracowników tak jak tego wymaga ustawa i ma ich jedynie dwoje, ale co ciekawe – jeden z nich urodził się 11 kwietnia 2007 roku. Mało tego – ten „dzieciak” mimo swego młodego wieku ma nawet niezły dorobek zawodowy i zdążył zostać nawet radnym Namysłowic.
I co tu sądzić o takim fakcie? Niewątpliwie jest to chyba pierwszy cud platformy – na podstawie przedstawionej przez Tuska ankiety wnioskować można, że jego pracownik musiał umrzeć i narodzić się ponownie. Ustawa nie mówi o podawaniu daty zmartwychwstania lecz narodzin, więc pracownik ten najprawdopodobniej zobaczył w 2007 roku świat na nowo. Jako niemowlę. Ciekawe jak wywiązuje się z obowiązków? Może to jest powód małej aktywności pana posła? Zatrudnił pracownika, którym musi się opiekować? Ale jak to się ma do zakazu zatrudniania dzieci?
A tak poważnie, to nie wiem dlaczego, ale gdy dotarła do mnie ta informacja to przypomniały mi się wczorajsze doniesienia o poczynaniach młodzieżówki PiS i zacząłem się zastanawiać co jest groźniejsze – pijana gówniarzeria bez specjalnego wpływu na naszą rzeczywistość, czy młody poseł PO mający problemy z prawidłowym wypełnieniem ankiety, w której ma podać odpowiedź niby na proste pytanie – kiedy urodził się jego pracownik? I tu i tu zauważyć możemy głupotę, ale uprawnienia tych osób są bardzo od siebie odmienne.
Z kolei kancelaria marszałka Sejmu – Bronisława Komorowskiego, przyjęła informację Łukasza Tuska i jak każe ustawa, podała ją do publicznej wiadomości. Najwidoczniej, bez żadnej kontroli oraz uważniejszej lektury. W ten sposób, poseł Platformy Obywatelskiej ogłosił światu nieprawdę. Czy ktoś, mimo jego oświadczenia, uwierzy w to, że zatrudnia on dziecko? Mam nadzieję, że inni posłowie baczniej zwracają uwagę na to co piszą, tworzą, podpisują oraz, że nie zawsze kancelaria Sejmu jest tak mało czujna.
























0 Odpowiedzi do “Dziecko Tuska”