Początkowo można było się spodziewać, że ujawnienie w programie „Teraz My”, poczynań Donalda Tuska i jego przybocznych podczas trwania niedawnych głosowań, poważnie zaszkodzi Tuskowi. Adam Bielan snuł nawet teorie, że film pokazujący Tuska na boisku podczas prac sejmu będzie bił rekordy oglądalności, ale tak właściwie – wcale nie było to takie pewne. Umiejętnie rozgrywając zaistniałą sytuację, Donald Tusk miał szansę na przemienienie porażki w sukces.
Tusk nie został tym programem zaskoczony. Z niewiadomych powodów, TVN dało mu spore fory i Donald Tusk oraz jego specjaliści od PR mieli sporo czasu na przygotowanie odpowiedniej reakcji. Trudno mi znaleźć odpowiedź, która tłumaczyłaby zachowanie dziennikarzy, którzy z własnej woli osłabili przekaz zdobytego przez siebie materiału. Gdyby działali z zaskoczenia, jego wydźwięk byłby o wiele większy. Robiąc mu szumną reklamę przed emisją, z jednej strony mogli znacznie zwiększyć oglądalność swego programu, ale z drugiej – gdyby tego nie uczynili, ich film byłby na topie o wiele dłużej i najprawdopodobniej ich następny program cieszyłby się większą popularnością. Owa reklama, była według mnie wyraźnym sygnałem dla rządzącej ekipy, a nawet rodzajem ostrzeżenia – halo, chłopcy – mamy coś na was i lepiej będzie jak się trochę przygotujecie.
W chwili emisji programu, ta medialna bomba była już rozbrojona. Wspominane wyżej postępowanie, może świadczyć jedynie o nierównomiernym traktowaniu polityków i stosowaniu taryfy ulgowej dla jednych, a dla drugich już nie. Czy gdy Sekielski z Mrozowskim, postanowili ujawnić taśmy z udziałem Renaty Beger i polityków PiS, dali im takie fory? Nie. Udało się dopaść PiS z zaskoczenia i to był gwóźdź do sukcesu TVN.
Warto też zwrócić uwagę, że samo przyłapanie Tuska na boisku i odkrycie, gdzie był podczas niedawnych głosowań nie jest jakimś rewelacyjnym wyczynem. Gdy pojawiły się pierwsze pytania na temat jego nieobecności, tylko człowiek naiwny, byłby w stanie uwierzyć, że dziennikarze nie są w stanie łatwo ustalić co takiego ważnego robił Donald Tusk w ubiegły czwartek. Jego zamiłowanie do piłki nożnej jest powszechnie znane i to, że grywa lub grywał we wtorki i czwartki w piłkę, nie jest żadną tajemnicą.
Wcześniej czy później poczynania Tuska mogły zostać ujawnione. Zawsze lepiej gdy zrobi to przychylna telewizja niż inne media, które mogłyby działać z zaskoczenia i czas na reakcję byłby wtedy znacznie skrócony. Łatwo wtedy o wpadki, niepotrzebne krętactwo i sprzeczne próby tłumaczenia sytuacji przez zaskoczonych polityków PO.
Problem z brakiem czasu na przygotowanie odpowiedzi na zarzuty, który tym razem podarowano PO, odczuli niedawno posłowie Prawa i Sprawiedliwości, gdy poddano krytyce wyjście Jarosława Kaczyńskiego z sali obrad. Rostowski grzmiał z trybuny sejmowej – znudził się i wyszedł. Skutecznie zwrócił uwagę na nieobecność Kaczyńskiego, co bardzo szybko wykorzystały media, a atakowani przez nie posłowie PiS starali się tłumaczyć swego szefa, jego nagłą niedyspozycją, uczuleniem itp. Nie brzmieli oni wcale wiarygodnie i możliwe, że gdyby mieli więcej czasu na opracowanie jakiejkolwiek taktyki, to sytuacja nie przybrała by aż tak szkodliwego dla Kaczyńskiego charakteru. PO zdobyła wtedy punkt, a trzeba przyznać, że by choć trochę ograniczyć straty wystarczyło, iż pytany przez dziennikarzy jakiś poseł PiS stwierdził, iż Jarosław Kaczyński wyszedł ponieważ źle się poczuł, a tak poza tym, to nie wie skąd Rostowskiemu przyszło do głowy, że się znudził. Może zbytnio utkwiły mu w pamięci opowieści Donalda Tuska, jak to sam nudził się podczas swych prac w Senacie? Koniec. Kropka.
Donald Tusk nie został postawiony pod ścianą i wybrnął ze swej kryzysowej sytuacji, prawie idealnie. O wiele lepiej jest przyznać się błędu, niż kłamać i nieudolnie kręcić. Komuś kto sam się otwarcie przyznaje do porażki o wiele łatwiej jest ją wybaczyć, niż osobie która przyłapana na czyś – kręci i udaje, że nie ma tematu. Ogłoszenie skruchy przez Donalda Tuska, stawia go w dobrym świetle, jako osobę uczciwą, która ma odwagę przyznać się do błędu. Jego wiarygodność jako polityka oraz człowieka prawdomównego może w tym momencie wzrosnąć.
Jedynym słabym punktem tej taktyki obrony, był rzecznik prasowy – Paweł Graś, który starał się jak najszybciej uciąć temat. Usiłując zamknąć gwałtownie problem, osłabił przekaz i mógł spowodować, że skrucha Tuska może się wydać mało prawdziwa. Może i trudno się dziwić, że chce on szybko pozbyć się problemu, skoro sam początkowo wpakował PO w żenujące tłumaczenia, ale z drugiej strony lepiej by było gdyby nie ucinał tematu jakby dziwił się, że niektóre media nie chcą mu wcale ułatwić sytuacji i nie przyznawał tym samym pośrednio, że Tusk przeprosił tylko dlatego bo nie miał innego wyboru. Graś zdaje się tym samym też mówić – wybrnęliśmy z sytuacji, dajcie spokój, nic się nie stało, już jest OK., a tak naprawdę może to jeszcze okazać się fikcją.
Mimo, że media szybko odpuściły i dziś, mało kto interesuje się sensacyjnym materiałem Sekielskiego i Mrozowskiego, to jednak, przeciętny obywatel może jeszcze długo pamiętać męża stanu oraz jego współpracowników, biegających po boisku podczas prac Sejmu i nie wierzyć wcale, w prawdziwość jego skruchy. Mimo, że awanturę udało się zamieść pod dywan, to z pewnością zostanie ona przypomniana przed najbliższymi wyborami prezydenckim i dopiero wtedy okaże się, czy boisko zaszkodziło Tuskowi.
























0 Odpowiedzi do “Boisko”